Witajcie Slenderfani!
Jak wiecie od dawna istnieje już gra pt. "Slender: The Arrival", lecz gdybym nie ujął tego w blogu było by to nie tylko rozczarowaniem dla was czytelników ale również dla mnie, więc postaram się aby w Slendy Addict wszystko było dopięte na ostatni guzik. Możliwe jest, że nie wszystkie moje posty są posegregowane w jakiś sposób, bo nie są. Publikuje to co mi przyjdzie do głowy, tak spontanicznie. Nie przeciągając długo o sprawach organizacyjnych, przechodzimy do konkretu.
Pamiętacie? Darmowe Slender: The Eight Pages, mimo prostoty rozgrywki i słabej
oprawy graficznej, podbiło serca amatorów horrorów. The Arrival
rozbudowuje prosty pomysł do formatu pełnoprawnej gry, nie zatracając
przy tym klimatu oryginału. Podczas gdy kolejne odsłony cyklu Silent Hill okazują się coraz większymi rozczarowaniami, a seria Resident Evil
z prawdziwym horrorem ma już niewiele wspólnego, fani tego typu
produkcji zmuszeni zostali szukać mocnych wrażeń wśród dzieł
niezależnych. Mniejsze studia na szczęście radzą sobie z tematem całkiem
nieźle, a Slender: The Eight Pages był tego doskonałym
przykładem – prosty, ale udany pomysł i surowe wykonanie wystarczyły, by
gra stała się internetowym fenomenem. Co jednak podoba się za darmo,
może okazać się niedostateczne, gdy trzeba za to zapłacić. Deweloperzy z
Parsec Productions dobrze o tym wiedzieli, dlatego komercyjna
kontynuacja serii, Slender: The Arrival, oferuje znacznie więcej niż jej pierwowzór.